Każdy dzień może być dniem wypłaty

Każdy dzień może być dniem wypłaty

Większość miesiąca za pasem, ale na wypłatę ciągle musimy czekać. Wynagrodzenia jakoś omijają trwającą rewolucję technologiczną i trafiają na nasze konta na koniec przepracowanego miesiąc lub nawet w pierwszych dniach kolejnego. Transformacja dotąd nie odcisnęła piętna na systemach płatności wynagrodzeń, ale tylko w Europie. Dla mieszkańców Ameryki Północnej wypłata w połowie miesiąca, a nawet w tygodniowych odstępach czasu, to norma.

Dlaczego uważam, że częstsze wypłaty pensji są ważne i to kierunek, w którym powinny pójść wszystkie społeczeństwa krajów uważanych za rozwinięte i rozwijające się? Bo jest to kwestia wolności finansowej i swobody gospodarowania swoim majątkiem. Dla wielu pracujących wynagrodzenie z pracy jest jedynym źródłem utrzymania. Jak pokazują różne badania gros naszych wydatków przypada na pierwszy tydzień miesiąca. Wtedy płacimy rachunki za mieszkanie, media, opłacamy opiekę nad dziećmi i robimy pierwsze duże zakupy spożywcze dla rodziny. I tu zderzamy się z wielką wadą współczesnego i dominującego systemu wypłaty wynagrodzenia: po pierwsze otrzymujemy je „z dołu”, po drugie w jednej transzy, tak jakby wszystkie nasze płatności też przypadały na ostatni dzień miesiąca.

Na przykładzie USA, analizując cykl przepływu gotówki u przeciętnego obywatela tego kraju widać, że 60 proc. wydatków ma miejsce w pierwszym tygodniu miesiąca. Kolejne 20 proc. materializuje się w następnych 7 dniach. Ostatnie dwa tygodnie miesiąca w najmniejszym stopniu obciążają domowy budżet. Niedopasowanie terminów dużych wydatków i wypłaty wynagrodzenia tworzy lukę finansowania. W przypadku braku oszczędności oznacza ona konieczność finansowania się długiem. Gdy mamy do czynienia z taką sytuację przez kilka kolejnych miesięcy, bardzo łatwo o spiralę zadłużenia. To swoisty paradoks, że niektórzy zmuszeni są pożyczać pieniądze na bieżące potrzeby, gdy w tym samym czasie ciężko pracują właśnie z myślą o zdobyciu środków na życie.

Co na to gospodarka?

Powyżej przedstawiłem indywidualną perspektywę problemu późnej wypłaty wynagrodzeń. A jak wpływa on na gospodarkę narodową? Też niekorzystnie. Niewypłacone wynagrodzenia, często spoczywające na bardzo nisko oprocentowanych lokatach pracodawców, to marnowany potencjał. Idące w Polsce w dziesiątki miliardów złotych zamrożone środki mogłyby być wydawane na konsumpcję lub inwestycje, dwie główne składowe PKB. Tymczasem, czekając na koncie na dzień wypłaty, mają dla gospodarki takie samo „znaczenie”, jak oszczędności gospodarstw domowych trzymane w przysłowiowej skarpecie. W kraju, w którym wciąż bardzo duża cześć środków finansowych obywateli „nie pracuje”, uwolnienie zamrożonych wynagrodzeń byłoby dobrym sygnałem świadczącym o rosnącej świadomości potrzeby budowania konkurencyjnej gospodarki.

Czas na zmiany

Zwykle na każdy problem znajdzie się rozwiązanie. W radzeniu sobie w takich sytuacjach i budowaniu na tym biznesu wyspecjalizowały się startupy. Na świecie funkcjonują już fintechy, które czerpią zyski z umożliwiania wcześniejszego wypłacania wynagrodzenia. Jest to korzystne dla pracowników, którzy nie muszą już żyć od wypłaty do wypłaty. Jest również pozytywne dla samych pracodawców, którzy dając taką możliwość w ramach benefitów pracowniczych, działają na rzecz zwiększenia motywacji obecnych pracowników, ale jednocześnie pozycjonują się na rynku pracy jako nowoczesny i troskliwy pracodawca.

Polska jest na czele krajów z rozwiniętą bankowością internetową. Polacy nie boją się eksperymentować z produktami i usługami udostępnianymi w kanale mobilnym, w tym tymi finansowymi. Myślę, że dzięki tej dojrzałości polskich użytkowników internetu jesteśmy gotowi na wprowadzenie na nasz rynek kolejnej nowinki technologicznej z Zachodu. Zaszczepienie i rozwój w Polsce tzw. finansów pracowniczych, których ważną częścią jest wspomniana zaliczka pracownicza „na żądanie” przyniesie szereg korzyści dla pracowników, pracodawców i społeczeństwa. Dzięki temu pracownicy będą mogli wypłacić to, co już zarobili w danym miesiącu. A zarobili już całkiem sporo. Na przykład 23 sierpnia to ponad 34 mld zł, które mogłyby zasilić ich konta, a w kolejnym kroku również gospodarkę. Warto zaangażować się w uwolnienie tego potencjału. Zaliczka „na żądanie” to tylko jeden z wielu produktów pomagający pracownikom optymalizować ich finanse.

Autor: Piotr Smoleń, Symmetrical.ai CEO & Co-Founder